Menu

Ostatnia strona

Pewnie każdy czytał książki, które wydawały mu się niedokończone. Przecież splot wydarzeń, losy bohatera, muszą mieć kiedyś swój ciąg dalszy. Niecierpliwie, ale uparcie czekamy, aż ktoś za nas dopisze kolejną cześć historii, także w życiu.

Przyzwyczajenia są wygodne. Nawet, jeśli po pewnym czasie, zaczynają być nużące, można sobie łatwo wytłumaczyć, że bezpieczniej funkcjonować na co dzień, pośród wydeptanych ścieżek. Przyzwyczajenia dotyczą naszych zachowań w pracy, domu, w kontaktach ze znajomymi i najbliższymi. Domyślamy się reakcji drugiej osoby, bo zawsze jest tak samo. Domyślamy się też własnych słów i gestów, bo to także zostało już wypracowane i przyjęte, jako niepisana reguła porządkująca codzienność. I tak, weszliśmy w kolejny rok, z przyzwyczajenia.

Wszelkie sprzeczności w nas, zaburzają ustanowiony ład, równowagę, także w postrzeganiu nas przez innych. Czasami dochodzi do tego, że człowiek pozwala sobie na wzruszenia tylko w kinie, bo po ciemku. Na czułość wobec ukochanej osoby szkoda czasu, bo wszystko już od dawna powinien lub powinna wiedzieć, a są sprawy bardziej pilne.  Śmiać się do łez można, ale tylko w sytuacjach uzasadnionych i zrozumiałych dla wszystkich. Niby dojrzałość uwzględnia wyjątki od reguły, ale najwygodniej, gdy będzie ich mało. Zbyt wiele emocji, nieprzewidywalności, głośno wypowiadanych marzeń i planów – to tylko kłopot.

Jednocześnie, ulegając cudzym sugestiom, pozwalamy sobie od święta, na wielkie szaleństwa. Dla kogoś, będzie to weekend bez pracy, dla innego – dwadzieścia dwie godziny w samolocie tylko po to, by zobaczyć krajobraz, znany dotychczas z filmów. Ale wielkie szaleństwa nie zdarzają się często. Proporcjonalnie szybko następuje powrót do tego, co znajome, bezpieczne, wygodne. Aż do kolejnego skoku w nieznane, bo ktoś życzliwie szepnął – dłużej tak nie można. „Trzeba w końcu wyjść na słońce i pooglądać trochę niebo”  (jak to powiedział pewien filozof).

Im bliżej ludziom do siebie, tym przyzwyczajenia stają się coraz bardziej dokuczliwe. Pozwólmy sobie na historie bez końca i na takie, które kończą się nagle, wbrew wszystkiemu. Kiedy, dlaczego i czy we właściwych proporcjach, tego żadne dziś nie podpowie. Trzeba poczekać, zwykle dłużej niż do jutra. Byle tylko zostało miejsce na śmiech, płacz, ciszę i milczenie. Tak jak ostatnia strona w książce, gdzie zawsze coś jeszcze można dopisać, po swojemu.

 

Posłuchaj tekstu
Więcej w tej kategorii: « Rebusy Punkty pomijane »
Powrót na górę

Serwis www.radio.rzeszow.pl używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Polityka Cookies.

Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij